Zaznacz stronę

Ostatnio zastanawiając się nad tym, co nowego i dobrego dla mojej społeczności blogowej mogłabym zrobić wpadłam na pewien pomysł.

Z jednej strony nie jest to nic odkrywczego, ale z drugiej nigdy nie jest za wiele motywujących treści. Myślę, że każda myśl, zdanie, wydarzenie, które rozpala w nas iskierkę refleksji jest istotna.

A jeśli za tą iskierką idą również działania – wtedy to jest naprawdę super sprawa!

Ale do rzeczy.

Otóż chciałabym każdego tygodnia przedstawiać cytat, a do niego mój krótki komentarz – bardziej lub mniej obiektywny.

Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu, kiedy nie było mediów społecznościowych, a tym samym możliwości wyszperania ładnych obrazków z mądrymi słowami – byłam pasjonatką pocztówek.

Kupowałam pasjami pocztówki z pięknymi widokami, na których mądre treści dawały mi  inspirację, motywację i nadzieję.

Te pocztówki często wysyłałam do moich znajomych, wręczałam z okazji imienin, czy urodzin.

Albo zatrzymywałam je dla siebie J

Dlatego dziś oficjalnie rozpoczynam serię wpisów z cytatami.

Na początek cytat, który bardzo lubię i jest dla mnie pewnego rodzaju filtrem moich myśli:

 

„Dziewięćdziesiąt procent naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie zdarzą.”
MARGARET THATCHER 

Nie ma co ukrywać, że był czas, kiedy pozwoliłam sobie na nadprogramowe zamartwianie się. Dużo wtedy było we mnie frustracji, narzekania, marudzenia.

Patrząc z perspektywy, to nie wiem jak inni ze mną wytrzymywali J

Byłam mistrzynią negatywnego projektowania. Widziałam czarne scenariusze, a moje nastawienie było raczej na nie.

Patrząc na powyższy cytat, od razu przychodzi mi na myśl zdanie, aby zaplanować sobie w ciągu dnia, czy tygodnia czas na zamartwianie się. Nie pamiętam teraz gdzie zetknęłam się z tą myślą, ale wywołała ona w mojej głowie zamęt.

Pierwszą  myślą, która się w mojej głowie pojawiła było,  że to delikatnie mówiąc dziwna propozycja.

Jak to mam sobie zaplanować czas na zamartwianie się? Przecież zazwyczaj trudne, czy przykre sprawy pojawiają się nieplanowane, a ja od razu reaguję na nie emocjami – martwię się, smucę, złoszczę!

I co teraz? Jak mam na te wydarzenia, czy relacje zareagować?

Jak mam nie martwić się o to, co się wydarzy, albo nie wydarzy? Jak mam nie martwić się o pracę, pogodę, rodzinę, zdrowie, samochód, pieniądze? No jak?

Trochę chodziłam z tą niezgodą na planowe martwienie się. Jednak wkrótce przyszła odpowiedź, że to w sumie mądra propozycja.

Przecież martwiąc się, smucąc, czy „rozkminiając” przykre sprawy, wcale nie mam gwarancji, że coś się zmieni, odmieni, nie wydarzy, zakończy szczęśliwie…

Mam za to gwarancję, że mój humor się nie poprawi, a wręcz pogorszy. Na pewno będę miała mniej energii do działania.

Często kiedy rozmawiam z moją mamą słyszę, że martwią się, żeby mi, czy dzieciom nic złego się nie stało. A ja wtedy zadaję pytanie, dlaczego miałoby się coś stać?

Czemu zamiast pomyśleć o tym, żeby wszystko się dobrze układało w domu, czy w pracy, żebyśmy byli zdrowi, to zakładają od razu czarny scenariusz?

Okazuje się, że taki sposób myślenia przyjmuje naprawdę dużo osób, które znam.

Zakładają niepowodzenia, choroby, wypadki, utratę pracy, kłopoty i różne inne negatywy.

I czy to się wydarza? Jeśli już, to naprawdę sporadycznie.

Dlatego skoro już wiesz, że większość naszych zmartwień dotyczy spraw, które nigdy się nie wydarzą, to po prostu o nich nie myśl.

Lepiej, abyś ten czas poświęciła na dobre, pożyteczne, radosne myśli. O tym jaki świat jest piękny, ile dobra jest wokół, za co jesteś wdzięczna.

Poświęć ten czas na marzenia i snucie planów ich realizacji.

Teraz już wiesz!

Teraz możesz świadomie wybierać myśli!

 

0